Frank na własnej skórze poznaje dawnych podopiecznych

Trudno wyobrazić sobie gorszy debiut dla nowego trenera. Thomas Frank, który przez lata prowadził Brentford i uczynił z nich solidny klub Premier League, trafił na swój poprzedni klub już w pierwszej kolejce jako trener Tottenhamu. Wynik? 0:3 dla Brentford. Trzy gole, zero celnych strzałów dla Spurs — kompletna dominacja gospodarzy.

Brentford grał tak, jak zawsze grał pod Frankiem — intensywnie, fizycznie, z jasnym planem taktycznym. Tottenham wyglądał chaotycznie, bez pomysłu na grę i bez przywódcy na boisku. To nie był problem jednego gracza — to był problem całego systemu, który jeszcze nie istnieje pod nowym szkoleniowcem.

Powtórka z rozrywki?

Kibice Tottenhamu pamiętają poprzednie sezony — Spurs już nieraz zaczynał sezon od słabych wyników, by później się podnosić. Ale 0:3 w pierwszym meczu, zero celnych strzałów i brak jakiejkolwiek reakcji — to niepokojące sygnały. Frank ma czas, żeby zbudować swój system, ale presja kibiców i mediów już teraz jest ogromna.